Jeszcze trochę, a w imię tolerancji poleje się krew. O związanych z nadmierną religijnością, problemach jednej z angielskich pielęgniarek, w niszowej prasie, głośno było już pod koniec maja. Przyszedł czas na ciąg dalszy...
Brytyjskie media doniosły o kolejnym sukcesie europejskich sił postępu w
wojnie z "ciemnogrodem". Ze szpitala w Gloucestershire zwolniła się angielska pielęgniarka Helen Slatter.
- Dano mi wyraźnie do zrozumienia, że jeśli następnym razem stawię się w pracy z krzyżykiem na szyi, to zostanę odesłana do domu - pielęniarka przestawiła powody swej decyzji lokalnej gazecie "Gloucestershire Echo".
Szpital z kolei wyjaśnił, że wydał pracowniczce polecenie, aby zrezygnowała z noszenia krzyżyka, ponieważ nawet niewielki krzyżyk może być "siedliskiem infekcji" a nawet "potencjalną bronią".
Poprawny politycznie szpital mógł dodatkowo oskarżyć pielęgniarkę o demonstracyjne popularyzowanie narkomanii... Już dziewiętnastowieczni klasycy "postępu i demokracji" udowadniali przecież, że religia to "opium dla ludu".
Komentarze
Pokaż komentarze (13)